Home CODZIENNIE WIADRA, BUTELKI I PISTOLETY

WIADRA, BUTELKI I PISTOLETY

2017-03-14 1 comment

To była prawdziwa bitwa. Taka na honor. Ulicami lała się woda. Nie było nawet jednej nitki na nas, która uchowałaby się sucha. Wtedy jeszcze na ulicach stały studnie, co jak się silną rękę miało to i szybko można było tej wody do wiader napompować. Wiadro za wiadrem. To była prawdziwa bitwa. Woda, mówię Ci! Zimna jak cholera. Czasami, aż po plecach taki nieprzyjemny prąd przechodził, ale to była przecież bitwa. Nikt nie brał zakładników, jeńców nie ciągnął w szeregu. Liczyły się tylko te wiadra, te butelki, kolorowe na wodę pistolety. Woda szła ulicą Świdnicką jak rzeka! Bo tam zbierali się wszyscy. Przy tej fontannie, co się zazwyczaj w niedzielne wieczory zamiast na mszy siedziało. Grupki ludzi, przyjaciół, wrogów, sąsiadów. Każdy walczył! Do 12 w południe! Do 12 w południe wszystkie ulice płynęły. Słońce, chociaż ciepłe, wiosenne, nie nadążało suszyć nam włosów, sukienek. Ukradkiem jeszcze przez ramie szukałyśmy tego, co nam w sercu długo miał zostać, myślałyśmy, że na zawsze. Wtedy każda nowa miłość była tą pierwszą i miała też być tą ostatnią. Kochało się na zabój i cierpiało po Werterowsku. Pisało się listy, karteczki do kurtek wrzucało, nawet wiedząc, że skoro bitwa trwa, to z tą wodą i atrament może popłynąć. Ale uczucia brały górę.
Na przystankach zbierały się grupki chłopaków i zakasali rękawy. W pełnej gotowości czekali, aż autobus drzwi otworzy, żeby wrzucić trochę tej wodnej broni. My, młodzi, dokładnie wiedzieliśmy, że jeśli już wsiadasz do autobusu, to broń Boże nie blisko drzwi! A pięknie wystrojone panie, co na mszę jechały machały tylko groźnie dłonią i mężczyzn swoich na postrach wysyłały. Na tych naszych chłopaków. Wzywano radiowozy. Grożono karami. Ale to była bitwa. Nikt nie poddał się bez walki. I Ci, co pamiętali swoje mokre ulice oczy przymykali. A my, tuż po dwunastej w południe ramię w ramię, opierając się o siebie, do domów wracaliśmy. Czasami jeden z tych chłopaków dziewczynę za rękę złapał i całusa ukradkiem jej zabrał. Bo to była prawdziwa bitwa. Taka, której nigdy nikt nie przegrywał.

1 comment

You may also like

1 comment

Monika 2017-03-20 at 10:11 am

Czasami przychodzi taki dzień, że niczego się nie chce, taki dzień, kiedy wszystko denerwuje, taki dzień, gdy wszystko leci z rąk. W taki dzień włączam cicho muzykę, wchodzę tutaj, resetuję się patrząc na twoje poukładane życie (i moje marzenia) i wstaję z nową siłą, chłopcy przestają denerwować, w głowie powstaje milion pomysłów. Dzięki Ci, że jesteś, to po prostu magia 🙂

Reply

Leave a Comment