Home CODZIENNIE ROZMAWIAMY. Z PEŁNĄ BUZIĄ.

ROZMAWIAMY. Z PEŁNĄ BUZIĄ.

2017-01-15 0 comment

Miasto krzyczy. Bajdurzy i czasami bełkota. Zazwyczaj jak już na ulicach ciemno się robi. Jasno jedynie od latarni. Ale nigdy nie milknie. Chociaż kiedy jeszcze późną nocą wychodzę ostatni raz na balkon przed spaniem, słyszę ciszę. I tylko w pojedynczych oknach jeszcze świeci się życie. I zastanawiam się, czy o tym życiu się w zwyczaju mówi, w tym oknie. Czy może jak dawniej przy stole słychać kąśliwe „jak pies je to nie szczeka”. A Ty język sobie strzępisz, bynajmniej nie od mówienia, lecz od tego milczenia. Bo nerwowo o zęby ocierasz. Czemu by tak z pełną buzią nie mówić przy śniadaniu, że noc ciężka była. Że ten dzień to się kiepsko zaczął. Czemu by tak nie usłyszeć z buzi pełnej kremu czekoladowego, że może co się źle zaczyna, to w zwyczaju ma się kończyć dobrze. Albo popijając gorącą herbatę nie bluzgać na nią. Że język się poparzył. Uwłaszczać, ubliżać i zwyzywać,  że człowiek głupi nigdy się na błędach nie nauczy. Nie chce pamiętać. Że jak ucho w kubku gorące, to nie chwytać. Poczekać. Może następnym razem przełykając jeszcze słodki naleśnik powiem Ci, żebyś podmuchał. Nie pędził tak i nie pomykał. Że Świat poczeka. A przecież tu przy tym stole powiem Ci cicho, szeptem, na ucho, może wykrzyczę, że rozmawiaj ze mną, ja słyszę. Każdą myśl Twoją. I chętnie stół powycieram, kiedy w tym słów natłoku naleśnik na talerz wstecz się posuwa. To nic. To nic. Ważna jest rozmowa.

Zacznę od tych nowych GAŁEK w pokoju dzieci. Ostatnio odrzuciłam większość możliwości współpracy, bo zwyczajnie potrzebuję odpoczynku. ale jak miło się zrobiło, gdy te gałki wzięłam. To taka nienachalna i prosta zmiana. A radości mojemu dziecku dała ogromnie dużo. Mają tam Oni piękne wzory i wybierać można, przebierać. I zmieniać meble tak niewielkim kosztem. To polecam. Teraz mi się stara szafka marzy pod telewizor z tymi różnymi gałkami!

Plecak, co się Stachu z nim nie rozstaje to Tu można kupić. Przeuroczy i lekki. Czy praktyczny, to nie jestem do końca pewna, bo odrobinkę się otwiera.  Na magnes się zamyka. Ale można zawsze doszyć dodatkowo zamek!

Autko, przy którym Stachu majsterkuje to TU. Z tym autem to jest tak, jedni psioczą, że się źle dziecku jedzie, drudzy wychwalają jego dizajn. A u nas jest tak- odkąd Stach skończył rok jest u nas używane. Jeździ nim i „naprawia”, ale czasami nogami zahaczy.

Magnesy i katarynka- TU. Ta katarynka mnie wzrusza za każdym razem, kiedy tylko wpadnie mi w ręce!

Namiot, o którym już wcześniej pisałam dostępny TU.  Jest oazą Stacha. Zawsze jak ma ochotę się na mnie podąsać to się w nim chowa. Ustaliłam sobie, że to jego przestrzeń. I jeśli już się tam schowa cierpliwie czekam aż wyjdzie. Każdy chyba potrzebuje taką swoją granicę.

Krzesełka dzieci- TU bardzo praktyczne! uwielbiam je!

I śpiwór. TU. Ja jestem nim zachwycona. Jest bardzo ciepły. Zdecydowanie na zimę bardziej niż na jesień. Chyba, że mroźna jesień, ale to ostatnio nie u nas. Ten wzór jest już mało dostępny, ale śpiwór można dostać w innej kolorystyce na pewno! I Antosi szalik, który jest w sumie Stacha szalikiem jest TU. No kocham muślin!

Ah! i jeszcze we Wrocławiu TU mają pizzę najlepszą! to nie reklama, nie jadam za darmo 😉 Ale polecam!

I na zdjęciach moi przyjaciele od ślubów! No pięknie to robią! TU się przekonasz!

 

0 comment

You may also like

Leave a Comment